Bo nie wiem czy zauważyliście, że we wszystkim można znaleźć pozytywne aspekty. Powiedzmy, że jutro przyjdzie mi umrzeć. Załóżmy, że to prawda. Posuwając się krok dalej możemy nawet w to uwierzyć. Kiedy już uwierzymy w moją śmierć, musimy wywołać u siebie poczucie żalu, rozgoryczenia czy jakiejś innej straty. Myśląc logicznie, myślisz pewnie, że myślę, że to niedobrze i się martwię tym, że jutro umrę. Otóż nie masz racji. Jeśli umrę już jutro, nie będę musiała umierać za rok. To całkiem pozytywny aspekt.
Teraz wypadałoby się zastanowić dlaczego przywołałam motyw śmierci. Otóż towarzysz on tam nieodłącznie, moi drodzy. A poza tym strasznie mnie bawi. Jak "modni Egipcjanie na czasie".
Tak, tak. Żart mi się wyostrzył niezwykle.
Powroty do przeszłości nie są wskazane. Oczywiście jeżeli nie jesteśmy bohaterami filmu science fiction. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, ile z nas nimi jest? Będę na tyle odważna, żeby wysunąć śmiałą hipotezę, że niewielu. Także... o czym to ja? Ach tak. Powroty do przeszłości. Jakby na to nie patrzeć całkiem miło jest czasem poszturchać brudnym paznokciem zabliźnioną ranę. Albo, dajmy na to ranę będącą w stanie bardzo brzydkiego gojenia się. Zawsze to jakaś rozrywka. Jak nie całkiem sprecyzowane, zupełnie abstrakcyjne kółka. Wracając jednak do meritum sprawy - do mnie wracając, chciałam powiedzieć, że czuję się w tym momencie genialnie, słuchając starych folderów z muzyką.
Słuch i węch to najważniejsze zmysły. Nie ma się co oszukiwać, że inne też potrafią sprawić człowiekowi przyjemność, ale kto by się tym przejmował.
Tak, czuję się świetnie. W tym nieżycie. Nie ma co się okłamywać.
Kończąc chciałam tylko podkreślić, że to wszystko nie ma mniejszego znaczenia. Zaczynając pisać nie miałam nawet żadnej sprecyzowanej myśli do przekazania. Słowotoki to całkiem zabawne stworzenia. Drapią w gardło i wymuszają liczne torsje.